Zdrada boli najbardziej, gdy…

I stało się. Zdradził mnie.
Ja wiedziałam, że ten konkubinat to długo nie pożyje, bo nie mamy łańcucha w postaci obrączki, ale po prawie trzynastu latach być tak podłym? Co, pewnie nie wiedziałeś, że tak szybko się to wyda? Ty jeszcze nie wiesz, że ja już wiem! I wstań tylko, otwórz oczęta i napomknij żeś głodny… już ja ci arszeniku do pasztetu dorzucę i przy kawusi opowiem jak to żeś mnie zdradzał!
Nie dość, że zespół napięcia przedmiesiączkowego gra w moim organizmie to jeszcze ty, podbijasz mój zły humor. Zresztą, o czym ja piszę. To nie zespół, to już cała filharmonia, trzy chóry i sklonowane The Kelly Familly urządzają comiesięczne tournée. Wczoraj zaatakowały ręce z ryjem, bo pchałam do niego co popadnie. Mandarynka z cheddarem i kiełbasą podsuszaną ułożone warstwowo na siebie? Ambrozja.

Czytaj dalej „Zdrada boli najbardziej, gdy…”

Reklamy

Tak się nie robi czytelnikowi!

 

Powiem Wam, że jestem zła, wściekła, rozżalona, zdegustowana, smutna i jeszcze cała gama uczuć mną targa po wczorajszej lekturze książki pani Ewy Cielesz „Pochylone niebo. Ćma. Tom 1
Czytaj dalej „Tak się nie robi czytelnikowi!”

Wiedziałam, że do mnie wrócisz… czekałam.

Już od lat przychodzi do mnie właśnie w grudniu. Jestem na niego przygotowana, uodparniam się na jego czar i wdzięk, a jednak jedno słowo, które rzuca niby od niechcenia, jedno nic nieznaczące spojrzenie i przepadam w jego ramionach. On jak żaden inny nie rozbiera mnie z taką siłą i zaangażowaniem.  Jego gorące ręce błądzą po mym rozpalonym ciele, wzbudzając coraz większe dreszcze. Czytaj dalej „Wiedziałam, że do mnie wrócisz… czekałam.”

Technologiczna skolioza

Pozostając nadal w wątku telefonów komórkowych, opowiem Wam coś.

Odbierałam wczoraj dzieci ze szkoły, a że byłam wcześniej, to miałam parę minut na przemyślenia. Słuchajcie tego. Stoję sobie i przebieram nóżkami, żeby nie zamarznąć. W tym momencie muszę Wam powiedzieć, że to iż jest się grubym, wcale nie znaczy, że marznie się mniej. No, chyba że ja jestem jakimś wybrykiem natury. Maciek śmieje się ze mnie, że ja to i tak mam szczęście, jak jeden na milion. Tu wtrącę anegdotkę z naszego życia.   Czytaj dalej „Technologiczna skolioza”

Typowa kobieta.

Opowiem Wam coś.

Jakieś trzydzieści kilo temu, miałam pięknościowy telefon komórkowy. Malutki, czarny, a wyświetlacz wysadzany był kryształkami. Cud, miód i orzeszki. Co z tego, że nie miał aparatu, był taki maciupeńki, że trafianie w odpowiednie literki przy pisaniu SMS-a było wyzwaniem, a że wieszał się co chwilę? No cóż, do przeżycia. Ważne, że był idealny pod względem wizualnym. Czytaj dalej „Typowa kobieta.”