Opowiadania

Doszedł!

Po trzech godzinach rozdzielania nitek, ośmiu tysiącach brzydkich słów zaczynających się na literkę K, postawiłam pierwszy krzyżyk w nowym hafciarskim projekcie. Jeszcze nigdy nie robiłam takiego olbrzyma!

Trzymajcie kciuki i wyślijcie mi w pakiecie ogrom cierpliwości.

Reklamy
Z życia wzięte

To już ponad tydzień jak się spóźnia!

Traktuję Was jak swoich czytelniczych przyjaciół, dlatego powiem Wam coś. Najzwyczajniej w świecie się boję! Cholera, spóźnia się już ponad tydzień…
Rozumiecie? Tydzień! To nie dzień czy dwa. Z nerwów obgryzłam wszystkie paznokcie. Dosłownie wszystkie, swoje, konkubenta, Julianny. Sąsiedzi boją się, że i ich zaatakuję.
Odegrałam w głowie milion scenariuszy, starałam się sobie przypomnieć czy zachowaliśmy wszystkie dostępne środki bezpieczeństwa i za każdym razem wychodzi mi, że tak! Tylko dlaczego w takim razie nadal nie przyszedł?
A jeżeli… nie, nie to niemożliwe… ale jeśli… NIE! Katarzyno, nawet nie myśl o tym w ten sposób.
Chodzę przez tę całą sytuację jak pijana. Co chwilę sprawdzam, czy już jest. Kupiłam wszystkie potrzebne rzeczy, żeby być przygotowana na tę okazję. Mam syndrom niespokojnych rąk. Szukam igły jak narkoman na głodzie… Dłonie mi się pocą z nerwów. Co ja powiem pannie Juliannie? Będę musiała wytłumaczyć, dlaczego tak się dzieje. A jeśli zapyta, skąd się bierze takie spóźnienie? Przecież nawet nie wiem jak to powiedzieć, jak wytłumaczyć? Niby się na tym znam, ale nie chce, żeby straciła wiarę w ludzi. Tyle myśli mam teraz w głowie…
Też tak macie, że jak na coś czekacie, to czas dłuży Wam się niemiłosiernie? Ja tak mam. Minuty wleką się jak godziny, rozciągają się jak stare majty.
Mój Bobrze! Czy ja proszę o tak wiele? Obiecuję, że jak przyjdzie jutro, to będę najgrzeczniejszą Kasiuńcią na calutkim świecie. Nie będę przeklinała, zostawiała pustych butelek po wodzie przy łóżku, nie zacznę nowej robótki, zanim nie skończę poprzedniej… (przynajmniej się postaram)
BŁAGAM, NIECH JUŻ PRZYJDZIE, BO TA NIEPEWNOŚĆ MNIE ZABIJE!

PANIE LISTONOSZU, DO CHOLERY GDZIE PAN JEST Z TYM MOIM NOWYM HAFTEM?

Z życia wzięte

Czy to jeszcze motyle w brzuchu, czy już niestrawność?

Ależ ja miałam dziś sen!
Pamiętacie jeszcze jak to jest, gdy na widok ukochanego miękną wam kolana, motyle latają w brzuchu, a przejście obok osoby, która bardzo przypadła wam do gustu wywołuje wyładowania elektryczne?
Pamiętać pewnie pamiętacie, ale kiedy to byłooo… ha! A ja przeżyłam to wszystko dziś w nocy. Można by nawet powiedzieć, że ze swoim konkubentem, bo choć wyglądał inaczej, to wiedziałam, że to właśnie on. W mordeczkę cóż to były za emocje! Niecierpliwość, zakochanie, rozdygotanie i ten smak malinowego błyszczyku na ustach na mych ustach (już teraz niedostępnego w sklepach)
Powiem wam, że lubię te sny. Znów czuję się jak nastolatka i cofam się o trzynaście lat, gdy zaczęliśmy się spotykać.
Nie czarujmy się, po takim długim okresie uczucie motyli w brzuchu mam przy niestrawności, a prąd między nami przechodzi, gdy się oboje naelektryzujemy.
No ale skąd w takim razie wiadomo, że nadal się kochamy, że jest pomiędzy nami coś więcej niż kołdra, rachunki i dziecko?

Czytaj dalej „Czy to jeszcze motyle w brzuchu, czy już niestrawność?”

Z życia wzięte

Ja bym to zrobiła lepiej!

– Kaśka, ja ci powiem, że ten koczek to ci nie pasuje. Przecież tak się czeszą małolaty, a do tego te kokardy we włosach… Miej litość. Widziałam ostatnio filmiki, które nagrywałaś i wiesz co myślę?
– No nie wiem, ale mało mnie to obchodzi…
– To ja ci powiem. Nie powinnaś robić z siebie pośmiewiska. Masz trzydzieści dwa lata, a zachowujesz się jak nastolatka. A te teksty, które wypisujesz o okresie? To jest niesmaczne. Kogo to obchodzi? A w ogóle to chyba jak tak na ciebie patrzę, to widzę, że jednak nie chudniesz. Nie trzymasz się diety? Skoro już jesteśmy przy tym temacie. Nie pisz, że jesteś gruba… Powiem ci, że życie cię nie lubi. Strasznie staro wyglądasz jak na swój wiek. Nie wiem z czego to wynika…

@@@@

Koleżanka do panny Julianny.
– Nie podobają mi się twoje obrazki, rysujesz tylko w jednym stylu. Powinnaś rysować inaczej tak jak ja. Manga jest nudna i beznadziejna!

 

Jak to jest, że inni wiedzą lepiej, jak powinniśmy żyć, co robić jak się zachowywać? Z jednej strony zewsząd się słyszy, że powinniśmy być oryginalni, a z drugiej, jak już robisz coś inaczej, to jesteś uważany za dziwaka.

Czasami się zastanawiam, czy miłe słowa ranią gardło jak żyletki? Pochwała parzy? Lepiej wytknąć błędy, poniżyć, powiedzieć co samemu zrobiłoby się lepiej, nie robiąc przy tym nic…
Ja to sobie jeszcze z tym jakoś radzę, ale widzę, że Julianna się gubi, a to już mnie cholernie boli i mam ochotę gryźć, kopać i prychać jak rozjuszona kotka… lwica znaczy się.

Z życia wzięte

panie Czerwiec, nie wal pan w …

Panie Czerwiec, pan to chyba nowy w tej robocie jesteś, co? Poprzednik przeszedł na emeryturę?

Dałam panu szansę na poprawę, po przednim filmiku, który do pana wysłałam. Powiem więcej, broniłam pana jak lwica! Nie dałam powiedzieć na pana złego słowa, bo myślę sobie, chłopak pewnie musi się rozkręcić, przecież to dopiero początek miesiąca, musi nabrać werwy, rozbujać się. No ale ileż można czekać? To, co pan, odwalasz, to się w głowie nie mieści, toż to zakrawa na kryminał jakiś. Żeby dziesięć stopni Celsjusza termometr wskazywał? Żeby trzeba było w kominku palić? Jak tak można? Do tego ta mżawka jak w listopadzie, zimno, buro i ponuro, a od tego deszczu to mi zaraz kwiatki z doniczek powypływają.

Czytaj dalej „panie Czerwiec, nie wal pan w …”

Opowiadania

Dzień dziecka – opowiadanie

F75071E2-2795-4C9B-8B31-EC860F6DD1F0– Mamo, mamo pobawisz się ze mną? Tak ładnie proszę. – Mała dziewczynka podeszła do swojej mamy prosząc by ta, choć na chwilę zostawiła swoją pracę i poświęciła jej parę minut.
– Dziecko, nie mogę teraz. Muszę jeszcze dokończyć obiad, umyć podłogę, wykąpać psa, a i jeszcze pranie z prasowaniem czeka, nie mam czasu na zabawę. Też bym chciała móc nie robić nic innego tylko się bawić, uwierz mi myszko, a teraz zmykaj stąd. Możesz iść do Starej Młynarzowej ona na pewno już na ciebie czeka.

Stara Młynarzowa była znaną w całym powiecie Szeptuchą. Wiele osób próbowało się z nią spotkać, ale ona miała czas tylko dla wybranych. I nie chodziło o to, że nie każdemu chciała pomóc, o nie. Ona po prostu miała dar patrzenia w duszę. Widziała to, czego inni dostrzec nie mogli, a przy tym potrafiła czarować, ale o tym wiedziała tylko dziewczynka.
– Młynarzowo, Młynarzowo, czy jesteś w chatce? Haaalo, haaaalo, jest tu kto? – panna Julianna wołała Staruszkę.

– hmmm, dziwne, jestem przekonana, że widziałam jakiś ruch przy oknie gdy się zbliżałam, a poza tym Mamusia mówiła, że na mnie czekasz. No nic, może mi się wydawało, pewnie znów poszła do lasu zbierać ziółka.

– Hop, hop, Panienko tu jestem. Niżej, ukryłam się w bucie
.- Zawołała Młynarzowa z całych sił, bo jej głos był równie słaby jak jej nowe malutkie ciałko. – A skąd ty się tam wzięłaś? – zapytała dziewczynka. –
– aah, mrówka Tęczówka złamała nogę, więc urządziłam szpital w bucie, rozumiesz w bucie, bo noga. Czyż to nie jest logiczne moja droga?
– No w sumie może i ma to sens, jak się czuje mała pacjentka?
– Teraz już dobrze, parę dni odpoczynku i będzie mogła wrócić do swoich obowiązków. W mrowisku wszystkie mrówki są bardzo ważne, jej znajomi już teraz organizują przyjęcie powitalne. Ale Julianko, dlaczego masz takie smutne oczy? Czyż nigdy ci nie mówiłam, że od smutków robi się deszcz? A my nie możemy sobie pozwolić na łzy zwłaszcza w tak ważnym dniu jak dziś!
– Młynarzowo, moja kochana, a cóż to za różnica, co za dzień. Mama znów nie ma dla mnie czasu. Chciałam by się ze mną pobawiła albo pograła w coś, a ona znów ma milion obowiązków. To jest bardzo niesprawiedliwe. Nie tak powinno to wyglądać. – z oczu małej dziewczynki popłynęła kaskada łez. A tak bardzo nie chciała dziś płakać. Nic nie dały tłumaczenia kobiety, że świat dorosłych nie zawsze idzie w parze z dziecięcymi zachciewajkami.
– Wyobraź sobie, że i ja kiedyś byłam dzieckiem i dla mnie też nie mieli czasu. No nie patrz tak na mnie, przecież nie urodziłam się tak stara. Też chciałam by ktoś się mną zajął i poświęcił mi więcej uwagi. Później, gdy trochę podrosłam chciałam być już pełnoletnia by móc samodzielnie podejmować decyzje, by nie musieć się słuchać starszych. Zawsze mnie dziwiło jak rodzice mówili, że kiedyś będę żałowała tych słów. A przecież oni byli tacy szczęśliwi. Mieli pracę, swoje pieniądze. Wtedy myślałam, że dorosłość tylko na tym polega żeby iść do pracy, odpocząć w weekend zająć się swoimi przyjemnościami i to tyle. Jakie wielkie było moje zdziwienie, gdy już sama stałam się pełnoletnia i doczekałam tych wszystkich „uroków”. Nagle trzeba było samemu opłacić piętrzące się rachunki, zadbać o to by w lodówce zawsze coś było na obiad, stawić czoła ciągle uciekającemu czasowi. Okazało się, że weekendowe szycie mojej mamy to nie była rozrywka tylko, dodatkowa praca. A tato nie dla przyjemności jeździł na ryby tylko po to by było co jeść. Gdy jest się jeszcze dzieckiem wszystkie sprawy widzi się trochę inaczej. Złościmy się na rodziców za ich brak czasu i ciągle narzekania, ale jak sami musimy dorosnąć to szybko chcielibyśmy być znowu dziećmi. Dlatego też na taki dzień jak dziś mam specjalne zaklęcie. Musisz jednak pamiętać by nie używać go zbyt często, aby nie zakłócić prawidłowego porządku świata. – Gdy wróciły do domu, Młynarzowa podeszła do kredensu wyciągnęła wielką starą księgę i szepcząc coś do siebie przerzucała strony.
– Gdzie ono jest? Tyle lat czekało na ten właściwy moment a teraz się schowało, to nie to, to też nie to.. O JEST, MAM! Julianna, podaj mi szybko dwie garści kurdybanku, osiem mleczy, 4 kwiaty czarnego bzu i dwa swoje włosy. Przy ich wyrywaniu pomyśl o mamie i tacie, co byś chciała z nimi dziś porobić. – dziewczynka szybko zabrała się za znoszenie wszystkich potrzebnych składników, po czym przystanęła i gorączkowo myślała. Już oczami wyobraźni widziała te harce i tańce połamańce, które będzie wyczyniała z mamą. Pójdą nad rzeczkę wezmą ze sobą wielki koc i zrobią największy piknik świata… w pewnym momencie usłyszała radosny śmiech małej dziewczynki. Wyglądała jak mama ze starych zdjęć, a obok niej łapał motyle chłopczyk, który wyglądał identycznie jak ona sama. To na pewno tata! Hurra udało się! Mogę się z nimi bawić do woli! – Dziękuję Młynarzowo krzyknęła jeszcze Panienka nim popędziła w dół zbocza, na którym bawili się rodzice.
– Pamiętaj tylko, że macie wrócić do domu na kolację. Inaczej zaklęcie będzie działało nadal a wtedy rodzice już nigdy nie będą dorośli. – Rozbrzmiał głos unoszący się na wietrze.
Niestety nici wyszły z pikniku, bo nie miał go, kto zrobić. Julianna była najstarsza z towarzystwa, ale to jeszcze dziecko, więc nie mogła sama przygotować smakołyków. Bawili i śmiali się do utraty tchu, hasali i prześcigali w pomysłach na kolejne zabawy. Problemy zaczęły się po paru godzinach, gdy zmęczona mama z tatą zaczęli narzekać. Tata chciał grać w piłkę, mama chciała by jej poczytać. Wszystkim już burczało w brzuchach. Jak to dobrze, że do kolacji nie zostało dużo czasu. Zaraz wszystko wróci do normalności.
– Dobra zbieramy się do domu, chodźcie! – zawołała Julianna do grymaszących rodziców. – Ja nigdzie nie idę! Będę kopał piłkę! Łeeeeee, ona mi każe iść, łeeeeee- pierwszy rozdarł się tata. – Ja też jeszcze nie chcę wracać, zrobię sobie wianek z kwiatów!
– No, nie zaraz nie wytrzymam! To wy jesteście moimi rodzicami i to ja powinnam się was słuchać a nie na odwrót! –Julka ze złości zatupała małymi nóżkami – w tej chwili proszę iść do domu. Liczę do trzech! Raz, dwwwa , trzyyyy! – na nic zdały się jej prośby i groźby. Pora kolacji zbliżała się wielkimi krokami. Dziewczynka gorączkowo zaczęła myśleć nad planem jak by tu zwabić wszystkich do domu. – Uwaga! Kto pierwszy dobiegnie do domu ten dostaje największe lody świata!- eee ja nie mam ochoty na lody – odpowiedział tata. – a ja też nie, ja bym zjadła naleśniki! Tak, ja chcę naleśniki, naleśniki! Dddddaaaaaajjjjj naleśnika.- rozkrzyczeli się oboje – Oszaleje zaraz. Ja chcę by to się skończyło. Niech wszyscy wrócą na swoje miejsca. Chcę przytulić się do prawdziwej mamy i pogadać z tatą. – dziewczynka posmutniała. – Poddaje się, idę do domu, a wy jak sobie chcecie, w końcu jesteście dorośli. – na szczęście wizja pozostania na łące bez opiekuna podziałała na rodziców mobilizująco i poczłapali za Julką. Gdy tylko przestąpili próg mieszkania, wszystko wróciło do normy. Co prawda mama z tatą nic nie pamiętali, ale dla Julki była to prawdziwa lekcja życia.
Nazajutrz opowiedziała Starej Młynarzowej jak spędziła dzień i doszła do wniosku, że bycie dzieckiem jest super jak nie trzeba przejmować roli dorosłego. Będzie się cieszyła tym stanem tak długo jak to jest możliwe by na stare lata niczego nie żałować. – Niech rodzice pozostaną rodzicami, bo bycie dziećmi już im nie wychodzi. A tak w ogóle to wydaje mi się, że ja w ich wieku nie byłam taka upierdliwa.

Dzieciaki życzę wam byście szybko nie musieli dorastać, a tym dużym by nie zapomnieli jak to jest być dzieckiem. Radości kochani, zróbcie dziś coś przyjemnego.

Opowiadania

„Moje przyjaciółki z Ravensbrück”Magda Knedler

Z cyklu wieczorne czytanie.

„Moje przyjaciółki z Ravensbrück” Magda Knedler.

Kolejna książka o wojnie, smutku, kobietach, które walczyły o życie w obozie. 

Kolejna książka po której boli mnie dusza i jeszcze długo będę ją odchorowywała. 

Nie da się jej czytać jednym ciągiem. 

Trzeba odkładać, przemyśleć, zalepić dziurę w sercu i duszy.

Przyjaciółki nie chcą być zapomniane. Nie chcą być kolejnym numerem w obozowej kartotece. Przecież One również kiedyś miały swoje życie, marzenia, plany na przyszłość… Przyszłość, która dla wielu z nich nigdy nie nadeszła.

„Maria i tak długo tu wytrzymała. Oby tylko ktoś ją zapamiętał, bo jeśli nie zapamięta nikt, to tak jakby nie istniała. Usłyszała kiedyś, że największą tragedią ludzi martwych jest brak bezpośredniego wpływu na żywych. Martwi nie mogą się żywym przypomnieć. Jedyne, co im zostaje, to nadzieja, że przetrwają we wspomnieniach. I idą tak, z tą nadzieją w nieznane. Ciągną za sobą cienie zdarzeń, osób, przedmiotów, scenę po scenie, wszystko niematerialne, rozmyte, powiązane niewidzialnym sznurkiem, wszystko o co walczyli, nad czym płakali i z czego się śmiali. Są zaskoczeni, kiedy oglądają swoje życie klatka po klatce jak niemy film, bo to przecież dużo i mało zarazem, dużo dla nich, a mało tak ogólnie, i jakie to ma teraz znaczenie, że się człowiek kłócił z bratem o czerwony sweter albo wzruszał przy rzewnej melodii. Że się cieszył chwilą albo chciał, by już minęła, by skończył się tydzień lub rok. Nic nam się nie układa, więc niech już będzie przyszłość, przyszłość musi być przecież lepsza niż to, co teraz, niż to, co zwłaszcza teraz.

Niech ktoś pamięta.

Maria może wyfrunąć przez komin, jest gotowa. Niech tylko ktoś…”

Po co czytam takie książki skoro później chodzę rozbita? 

Chyba szukam w nich siebie…

Swojej historii…

… jestem pewna tego, że kiedyś też wyfrunęłam przez komin, lub padłam twarzą w błoto z przestrzeloną głową…

Ale o tym kiedy indziej…

Nie zapominajmy o tych, którzy odeszli.

Tak, boli mnie dziś dusza, a łzy kapią na poduszkę. 

A do tego ta okładka, mistrzostwo!A3122FC5-8644-4C46-BF7F-1ADE9678565F