Opowiadania

Dla Mistrzów

-Powitajmy naszych wspaniałych zawodników, przywieźli aż 10 medali! – Wielki Niedźwiedź, który był władcą Portliszowego lasu, krzyczał do zgromadzonego tłumu.

– Jesteśmy z was bardzo dumni i chcielibyśmy podziękować wszystkim naszym chłopcom, którzy wzięli udział w Mistrzostwach Zapaśniczych. Nie zapominajmy o wspaniałych trenerach bez, których nie mogliby wystąpić. Jesteście naszą dumą!

–  Tak, tak! mówi prawdę- zakrzyknęła mała lisiczka – Ja też będę chciała spróbować. Następnym razem pójdę na trening, ale jestem taka malutka i bardzo się boję, że trafię na jakiegoś wielkiego i silnego przeciwnika. Co będzie jak zrobi mi krzywdę? A jak nie dam rady? Aaa jak nie zdobędę żadnego medalu? A aaaaa aaaa jak się rozpłaczę? Nie chciałabym by ktoś się ze mnie śmiał aaaaalboo wytykał mnie palcami. – posmutniała nagle i wtuliła się w ogon mamy.

– Oho koleżanko z takim podejściem to faktycznie mogą być problemy ze zdobyciem jakiegokolwiek medalu – powiedziała mądra Sowa, która stała nieopodal –  A to tylko z jednej prostej przyczyny. Jeśli się nie odważysz i nie przyjdziesz na trening to nigdy nic nie zdobędziesz. No chyba, że kolejne levele w grze , albo zbędne kilogramy. Nie musisz się bać tego, że ktoś ci zrobi krzywdę, bo po to się uczysz jak sobie radzić w takich sytuacjach. Przecież na zawody jadą tylko odpowiednio przygotowani zawodnicy. Już samo to, że jesteś wybrańcem czyni cię WYGRANYM! A ŁZY? To normalna sprawa. Jesteście jeszcze dziećmi i nie zawsze potraficie utrzymać swoje emocje, choć znam i takie dorosłe osobniki, które jak przegrywają to płaczą. To pokazuje jak bardzo ci zależy na wygranej, a to nic złego. Są też łzy determinacji, które pojawiają się wtedy, gdy bardzo chcesz wygrać ale czujesz, że nie masz już sił. Najważniejsze wtedy jest to by się nie poddać, tylko stanąć twarzą w twarz z przeciwnikiem.  Musisz też pamiętać, że nie zawsze się da go pokonać. Weźmy na przykład Wiewióra Alana. Trafił na Mistrzynię Zielonej Wyspy i Popołudniowej Herbaty. Nie łatwo wygrać z kimś, kto ćwiczy już parę lat. Wiadomo, że w serduszku pojawia się wtedy Smutek, ale trzeba go szybko wygnać Myślą, że jak dalej będzie ciężko trenował to następnym razem może mu się udać. Sama pomyśl jak wtedy będzie smakowała taka wygrana! Na podium stanęli najlepsi to fakt, ale wkładali wiele poświęcenia i siły w treningi. Zobaczysz, że z następnych zawodów przywiozą jeszcze więcej Medali, kto wie może jeden z nich będzie należał właśnie do ciebie? – Sowa nawet nie zauważyła, że wokół niej pojawiła się niemała grupka maluchów, która przysłuchiwała się każdemu słowu. – Ona ma rację powiedział Królik Kuba – wystarczy ciężko trenować i słuchać co mówi trener. Zresztą dołączcie do naszego klubu i sami się przekonajcie ile pracy musieliśmy włożyć w te zawody. Wszyscy są mile widziani. Nie ważne czy jesteś chłopcem czy dziewczynką, czy jesteś chudy czy gruby , mały albo duży. Przywitamy cię jak najlepszego kumpla, bo my wszyscy jesteśmy jak wielka rodzina. Wspieraliśmy się wczoraj w trakcie zawodów i cieszyliśmy się zaraz po nich. Nawet nie wiecie jakie to szczęście widzieć, że tyle osób nam kibicuje, potrafi cieszyć się z naszych sukcesów, ale też pocieszyć po przegranej walce. Tego wszystkiego doświadczycie tylko u nas. To, co mam nadzieję, że następnym razem widzimy się na macie?

– TAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAK do zobaczenia!

 

Jeszcze raz wielkie gratulacje dla wszystkich zawodników z Portlaoise Wrestling Club.

 

Autor: Katarzyna Piechowicz. 

Opowiadania

Złodzieje pączkowi

…Rano…

– Dzień dobry pani Dorotko.

– Dzień dobry pani Małgosiu. Co podać?

– Poproszę 8 pączków. 6 z lukrem i 2 z cukrem pudrem. Wie pani, na diecie jestem, a tych z lukrem nie lubię.

– No, to faktycznie nie będzie kusiło.

-Faworki jeszcze są? Bo jak tak to tak z pół kilo wezmę, Boguś lubi to mu kupię niech ma. Ja tam za słodkim nie przepadam. W boki wiecznie idzie i w ogóle nie moje klimaty.

– Spokojnie dziś podobno wszystkie kalorie idą w biust, można jeść do woli. – uśmiechnęła się ekspedientka pakując następną porcję pączków.

– Kłamią, Dorotko kochana. Kłamią, już tyle lat żrę i wszystko w dupsko idzie. No, ale może faktycznie ten jeden raz będzie inaczej. To niech mi pani da jeszcze ze 3 kawałki tego ciasta z czekoladą, tak ładnie się do mnie uśmiecha. I to już będzie wszystko. Chyba, że.. nie, nie. No niech się Pani pospieszy z tym pakowaniem, bo sernik zaczyna do mnie machać i wołać ponętnym głosem. Aaa zapomniałabym na trawienie jeszcze nalewkę wezmę. Tą malinową.

– To chyba gości się pani spodziewa skoro tyle dobra pani bierze. Razem będzie 38.46

– Nie, kochanieńka to wszystko dla męża. Łasuch z niego straszny. Lecę już, do zobaczenia.

– Do widzenia .

 

..Tego samego dnia wieczorem..

– Puk, puk, haaaalo jest tu kto? – zawołał mąż od progu zamykając za sobą drzwi.

– Tu jestem słoneczko, na sofie, bo coś mnie strasznie żołądek boli. – pożaliła się Małgosia.

– A co się stało? Może jakiś wirus jest albo się czymś strułaś? Co takiego jadłaś? A tak w ogóle gdzie są pączusie? Od rana o nich marzę. Nawet się ze Sławkiem założyłem, że zjem ich 5! –

– Na stole leżą, specjalnie dla ciebie kupiłam z lukrem, bo wiesz, że ich nie tykam. Powinny być jeszcze faworki. Możesz zjeść wszystko.

– Uuu, ale tylko 2 pączki zostały i 6 faworków. Co tak mało kupiłaś w tym roku? – zawiedziony Boguś zabrał się z apetytem za jedzenie słodkości, aż mu dżem spływał po brodzie.

– Wiesz, dziwna sprawa. Kupiłam więcej, ale nie wiem jakim cudem zniknęły. Jacyś złodzieje czy coś? No mówię ci, zostawiłam je na talerzu odrazu jak tylko przyszłam z zakupów. Posprzątałam, poszłam na kawę wracam a tu pączków ubyło. Nic z tego nie rozumiem. Czy mógłbyś mi zaparzyć miętę? Bardzo cię proszę najdroższy. – poprosiła Małgosia zbolałym tonem, chowając twarz oblaną rumieńcem w poduszkę.

– A wiesz, że podobna historia wydarzyła się u mojego kumpla z pracy. Nie ma co się martwić, bo podobno od przyszłego roku ma powstać Policja Pączkowa. Będą wzmożone patole na ulicach żeby wyłapywać tych kradziei.

– Iii bardzo dobrze, niech się za nich wezmą. Strach w domu siedzieć. Ale z drugiej strony żeby pączki kraść, no nie mają wstydu.

– Małgosiu powiedz chociaż z czym były te ukradzione pyszności? Żebym mógł wiedzieć jak bardzo mam nienawidzić tych złoczyńców. – zapytał Boguś podśmiewując się pod nosem.

– Niech no ja sobie przypomnę. Te z lukrem były z czekoladą i adwokatem, trochę za słodkie jak dla mnie, te z posypanym cukrem pudrem z dżemem różanym, faworki im nie wyszły w tym roku, a i ciasto jakieś takie suche.

– Jakie ciasto? Przecież tu nie ma żadnego ciasta. A skąd wiedziałaś, że lukrowane były za słodkie? Czyżby rabusie zostawili kartkę z podziękowaniami i recenzją?

– Czepiasz się! Lepiej idź zrób mi tą herbatę i ciesz się, że nie zjadłeś więcej, bo musiały być jakieś felerne. Już nigdy nie kupię pączków w Sklepiku. Co roku ta sama historia.

– Już idę, napiszę jeszcze tylko do Sławka.

 

Do Sławek:

„ tak jak myślałem, nie przyznała się, że zeżarła wszystkie pączki. Zwaliła na złodziei, a u ciebie jak?”

 

„u mnie podobnie, załapałem się na jednego … ale ze zlizaną czekoladą. Nie mam serca jej powiedzieć, że resztki ma na brodzie. Dobrze, że wyskoczyliśmy na przerwie do cukierni. Trzymaj się idę Ilonkę reanimować „

Opowiadania

Plotkary

– Dzień dobry, pani Dorotko kochana, czy widziała pani wczoraj tą Krychowiak spod dwójki?

– Witam. Tak, widziałam. A cóż się takiego stało pani Gieniu, że już od 7 rano jest pani na nogach i to na dodatek u mnie? – zaciekawiona kobieta przystanęła koło jabłek i z lekkim zniecierpliwieniem czekała na rewelacje sąsiadki.

– No jakże to, to przecie pani musiała też widzieć tego mężczyznę, co to się z nią prowadzi. Kto jak kto, ale pani to tu ma najlepszą miejscówkę do podglądania wszystkich. Każdy wie, że po najnowsze ploteczki to tylko do Sklepiku.

– Pani Gieniu, po pierwsze to ja tu jestem w pracy i nie mam czasu na podglądactwo. A po drugie najważniejsze i radziłabym sobie to zapamiętać! To nie ja przynoszę tu te wszystkie rewelacje. To pani wraz z koleżankami codziennie przychodzicie plotkować nad sałatą aż jej liście więdną. Jakbyście nie mogły spotkać się na kawie jak normalne kobiety. Upieczcie ciasteczka , nakryjcie odświętnie stół i gadajcie do woli, a mnie dajcie wreszcie pracować!

– Kochana, ale my nie mamy czasu na takie fanaberie! Roboty w domu tyle, no nie da się. A do sklepu i tak trzeba iść. Niechże się pani znów tak nie oburza. Nic złego nie robimy.- odpowiedziała starsza kobieta poprawiając beret na włosach.

– Ja się nie denerwuję. Tylko co za różnica czy spędzacie tę godzinę w domu czy w sklepiku?

– Jak to jaka? PRZEOGROMNA! Jakbyśmy tak przyszły wszystkie na raz to nie byłoby o kim gadać, a tak to zawsze jest nadzieja, że nie wszystkie po cebulę akurat wyjdą.

– Rozumiem, że mam nałożyć dla pani cebuli?

– A skądże znowu. Ja tak tylko zaszłam. Chciałam się podpytać o tego faceta, ale widzę, że z pani to jak zwykle nic nie wyciągnę. To ja tu jeszcze chwilkę postoję i gazety przejrzę, może akurat kto przyjdzie… Ooo już Malinowska biegnie! Ma werwę stary babon.. a wczoraj to ją niby korzonki bolały.

– Dzień dobry – zakrzyknęły chórem kobiety

– No, no dobry, dobry. Czy widziały panie może tego mężczyznę, który wychodził wczoraj od Wandy Krychowiak o 22.15? Skandal! Po prostu skandal!

– Podać coś pani? – zapytała ekspedientka kiwając głową z niedowierzaniem. Już od 3 lat prowadzi mały osiedlowy sklepik a nadal nie może się przyzwyczaić do codziennych plotek sąsiedzkich.

– Już , już Dorotko kochana, znajdę tylko listę.

– No ja widziałam jak razem szli do domu a to było o 16.43 długo u niej zabawił. Przecie ona wdowa. Jeszcze żałoby dobrze nie skończyła a już z chłopami się prowadza. Kto to widział, takie ciężkie grzechy popełniać?! Wiadomo co oni tam robią? Skoro po nocy od niej wyszedł to na pewno na kawie się nie skończyło! Noo co z tymi ludźmi się porobiło?

– Ma pani rację Gieniu kochana. Ja żem widziała, jak on się na nią patrzy! Zgorszenie sieją. Jaki to przykład daje młodzieży? Mój Stefcio świętej pamięci zmarł już 5 lat temu , a ja do tej pory sama. Przygód nie szukam, a ta już! Wstyd i jeszcze raz wstyd!

– Bo cie nikt nie chce ty stara zrzędo paskudna, Stefek wiedział co robi pakując się wcześniej na tamten świat – włączył się do rozmowy pan Miecio, który chcąc nie chcąc przysłuchiwał się wymianie zdań.

– Ale toż i ja od śmierci Władzia samiusieńka. Żałoby mi zostało jeszcze 25 dni, 6 godzin i .. niech no ja spojrzę na zegarek.. 32 minuty- obliczyła Gienia.

– A cóż to? To teraz czas do szczęścia ma być odliczany co do sekundy? Może Wanda spotkała miłość swego życia? Już nie pamiętacie drogie panie jak żeście się użalały i dziwiły, że jeszcze się z mężem nie rozeszła? Biadoliłyście, że pijak, że ją bije, dzieci mieć nie chce, na dziwki chodzi. Właśnie przez to, że usługiwała mężowi całe życie i godziła się na wszystko została sama. Bez przyjaciół , których nie miała, bez dzieci, których on nie chciał i bez wykształcenia. W końcu odważyła się żyć po swojemu. Mnie się wydaje, że jej po prostu zazdrościcie! Nie możecie znieść czyjegoś szczęścia, bo same go już dawno nie zaznałyście. To się nazywa zawiść! A teraz proszę robić zakupy albo opuścić mój sklepik, bo przeszkadzają mi panie w pracy i innym klientom w zakupach. – ekspedientka aż poczerwieniała ze złości.

– Chodź Halinka. Idziemy stąd!

– Aaale ja muszę zrobić zakupy. Wiesz co mam też śmieci do wyrzucenia, tak za pół godzinki będę przy śmietniku.

– Oooo to wspaniale. Stamtąd jest świeny widok na…

– PODAĆ COŚ? BO KOLEJKA SIĘ ROBI! – wykrzyknęła pani Dorotka rozganiając towarzystwo.