Opowiadania

Dla Mistrzów

-Powitajmy naszych wspaniałych zawodników, przywieźli aż 10 medali! – Wielki Niedźwiedź, który był władcą Portliszowego lasu, krzyczał do zgromadzonego tłumu.

– Jesteśmy z was bardzo dumni i chcielibyśmy podziękować wszystkim naszym chłopcom, którzy wzięli udział w Mistrzostwach Zapaśniczych. Nie zapominajmy o wspaniałych trenerach bez, których nie mogliby wystąpić. Jesteście naszą dumą!

–  Tak, tak! mówi prawdę- zakrzyknęła mała lisiczka – Ja też będę chciała spróbować. Następnym razem pójdę na trening, ale jestem taka malutka i bardzo się boję, że trafię na jakiegoś wielkiego i silnego przeciwnika. Co będzie jak zrobi mi krzywdę? A jak nie dam rady? Aaa jak nie zdobędę żadnego medalu? A aaaaa aaaa jak się rozpłaczę? Nie chciałabym by ktoś się ze mnie śmiał aaaaalboo wytykał mnie palcami. – posmutniała nagle i wtuliła się w ogon mamy.

– Oho koleżanko z takim podejściem to faktycznie mogą być problemy ze zdobyciem jakiegokolwiek medalu – powiedziała mądra Sowa, która stała nieopodal –  A to tylko z jednej prostej przyczyny. Jeśli się nie odważysz i nie przyjdziesz na trening to nigdy nic nie zdobędziesz. No chyba, że kolejne levele w grze , albo zbędne kilogramy. Nie musisz się bać tego, że ktoś ci zrobi krzywdę, bo po to się uczysz jak sobie radzić w takich sytuacjach. Przecież na zawody jadą tylko odpowiednio przygotowani zawodnicy. Już samo to, że jesteś wybrańcem czyni cię WYGRANYM! A ŁZY? To normalna sprawa. Jesteście jeszcze dziećmi i nie zawsze potraficie utrzymać swoje emocje, choć znam i takie dorosłe osobniki, które jak przegrywają to płaczą. To pokazuje jak bardzo ci zależy na wygranej, a to nic złego. Są też łzy determinacji, które pojawiają się wtedy, gdy bardzo chcesz wygrać ale czujesz, że nie masz już sił. Najważniejsze wtedy jest to by się nie poddać, tylko stanąć twarzą w twarz z przeciwnikiem.  Musisz też pamiętać, że nie zawsze się da go pokonać. Weźmy na przykład Wiewióra Alana. Trafił na Mistrzynię Zielonej Wyspy i Popołudniowej Herbaty. Nie łatwo wygrać z kimś, kto ćwiczy już parę lat. Wiadomo, że w serduszku pojawia się wtedy Smutek, ale trzeba go szybko wygnać Myślą, że jak dalej będzie ciężko trenował to następnym razem może mu się udać. Sama pomyśl jak wtedy będzie smakowała taka wygrana! Na podium stanęli najlepsi to fakt, ale wkładali wiele poświęcenia i siły w treningi. Zobaczysz, że z następnych zawodów przywiozą jeszcze więcej Medali, kto wie może jeden z nich będzie należał właśnie do ciebie? – Sowa nawet nie zauważyła, że wokół niej pojawiła się niemała grupka maluchów, która przysłuchiwała się każdemu słowu. – Ona ma rację powiedział Królik Kuba – wystarczy ciężko trenować i słuchać co mówi trener. Zresztą dołączcie do naszego klubu i sami się przekonajcie ile pracy musieliśmy włożyć w te zawody. Wszyscy są mile widziani. Nie ważne czy jesteś chłopcem czy dziewczynką, czy jesteś chudy czy gruby , mały albo duży. Przywitamy cię jak najlepszego kumpla, bo my wszyscy jesteśmy jak wielka rodzina. Wspieraliśmy się wczoraj w trakcie zawodów i cieszyliśmy się zaraz po nich. Nawet nie wiecie jakie to szczęście widzieć, że tyle osób nam kibicuje, potrafi cieszyć się z naszych sukcesów, ale też pocieszyć po przegranej walce. Tego wszystkiego doświadczycie tylko u nas. To, co mam nadzieję, że następnym razem widzimy się na macie?

– TAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAK do zobaczenia!

 

Jeszcze raz wielkie gratulacje dla wszystkich zawodników z Portlaoise Wrestling Club.

 

Autor: Katarzyna Piechowicz. 

Opowiadania

Złodzieje pączkowi

…Rano…

– Dzień dobry pani Dorotko.

– Dzień dobry pani Małgosiu. Co podać?

– Poproszę 8 pączków. 6 z lukrem i 2 z cukrem pudrem. Wie pani, na diecie jestem, a tych z lukrem nie lubię.

– No, to faktycznie nie będzie kusiło.

-Faworki jeszcze są? Bo jak tak to tak z pół kilo wezmę, Boguś lubi to mu kupię niech ma. Ja tam za słodkim nie przepadam. W boki wiecznie idzie i w ogóle nie moje klimaty.

– Spokojnie dziś podobno wszystkie kalorie idą w biust, można jeść do woli. – uśmiechnęła się ekspedientka pakując następną porcję pączków.

– Kłamią, Dorotko kochana. Kłamią, już tyle lat żrę i wszystko w dupsko idzie. No, ale może faktycznie ten jeden raz będzie inaczej. To niech mi pani da jeszcze ze 3 kawałki tego ciasta z czekoladą, tak ładnie się do mnie uśmiecha. I to już będzie wszystko. Chyba, że.. nie, nie. No niech się Pani pospieszy z tym pakowaniem, bo sernik zaczyna do mnie machać i wołać ponętnym głosem. Aaa zapomniałabym na trawienie jeszcze nalewkę wezmę. Tą malinową.

– To chyba gości się pani spodziewa skoro tyle dobra pani bierze. Razem będzie 38.46

– Nie, kochanieńka to wszystko dla męża. Łasuch z niego straszny. Lecę już, do zobaczenia.

– Do widzenia .

 

..Tego samego dnia wieczorem..

– Puk, puk, haaaalo jest tu kto? – zawołał mąż od progu zamykając za sobą drzwi.

– Tu jestem słoneczko, na sofie, bo coś mnie strasznie żołądek boli. – pożaliła się Małgosia.

– A co się stało? Może jakiś wirus jest albo się czymś strułaś? Co takiego jadłaś? A tak w ogóle gdzie są pączusie? Od rana o nich marzę. Nawet się ze Sławkiem założyłem, że zjem ich 5! –

– Na stole leżą, specjalnie dla ciebie kupiłam z lukrem, bo wiesz, że ich nie tykam. Powinny być jeszcze faworki. Możesz zjeść wszystko.

– Uuu, ale tylko 2 pączki zostały i 6 faworków. Co tak mało kupiłaś w tym roku? – zawiedziony Boguś zabrał się z apetytem za jedzenie słodkości, aż mu dżem spływał po brodzie.

– Wiesz, dziwna sprawa. Kupiłam więcej, ale nie wiem jakim cudem zniknęły. Jacyś złodzieje czy coś? No mówię ci, zostawiłam je na talerzu odrazu jak tylko przyszłam z zakupów. Posprzątałam, poszłam na kawę wracam a tu pączków ubyło. Nic z tego nie rozumiem. Czy mógłbyś mi zaparzyć miętę? Bardzo cię proszę najdroższy. – poprosiła Małgosia zbolałym tonem, chowając twarz oblaną rumieńcem w poduszkę.

– A wiesz, że podobna historia wydarzyła się u mojego kumpla z pracy. Nie ma co się martwić, bo podobno od przyszłego roku ma powstać Policja Pączkowa. Będą wzmożone patole na ulicach żeby wyłapywać tych kradziei.

– Iii bardzo dobrze, niech się za nich wezmą. Strach w domu siedzieć. Ale z drugiej strony żeby pączki kraść, no nie mają wstydu.

– Małgosiu powiedz chociaż z czym były te ukradzione pyszności? Żebym mógł wiedzieć jak bardzo mam nienawidzić tych złoczyńców. – zapytał Boguś podśmiewując się pod nosem.

– Niech no ja sobie przypomnę. Te z lukrem były z czekoladą i adwokatem, trochę za słodkie jak dla mnie, te z posypanym cukrem pudrem z dżemem różanym, faworki im nie wyszły w tym roku, a i ciasto jakieś takie suche.

– Jakie ciasto? Przecież tu nie ma żadnego ciasta. A skąd wiedziałaś, że lukrowane były za słodkie? Czyżby rabusie zostawili kartkę z podziękowaniami i recenzją?

– Czepiasz się! Lepiej idź zrób mi tą herbatę i ciesz się, że nie zjadłeś więcej, bo musiały być jakieś felerne. Już nigdy nie kupię pączków w Sklepiku. Co roku ta sama historia.

– Już idę, napiszę jeszcze tylko do Sławka.

 

Do Sławek:

„ tak jak myślałem, nie przyznała się, że zeżarła wszystkie pączki. Zwaliła na złodziei, a u ciebie jak?”

 

„u mnie podobnie, załapałem się na jednego … ale ze zlizaną czekoladą. Nie mam serca jej powiedzieć, że resztki ma na brodzie. Dobrze, że wyskoczyliśmy na przerwie do cukierni. Trzymaj się idę Ilonkę reanimować „

Opowiadania

Plotkary

– Dzień dobry, pani Dorotko kochana, czy widziała pani wczoraj tą Krychowiak spod dwójki?

– Witam. Tak, widziałam. A cóż się takiego stało pani Gieniu, że już od 7 rano jest pani na nogach i to na dodatek u mnie? – zaciekawiona kobieta przystanęła koło jabłek i z lekkim zniecierpliwieniem czekała na rewelacje sąsiadki.

– No jakże to, to przecie pani musiała też widzieć tego mężczyznę, co to się z nią prowadzi. Kto jak kto, ale pani to tu ma najlepszą miejscówkę do podglądania wszystkich. Każdy wie, że po najnowsze ploteczki to tylko do Sklepiku.

– Pani Gieniu, po pierwsze to ja tu jestem w pracy i nie mam czasu na podglądactwo. A po drugie najważniejsze i radziłabym sobie to zapamiętać! To nie ja przynoszę tu te wszystkie rewelacje. To pani wraz z koleżankami codziennie przychodzicie plotkować nad sałatą aż jej liście więdną. Jakbyście nie mogły spotkać się na kawie jak normalne kobiety. Upieczcie ciasteczka , nakryjcie odświętnie stół i gadajcie do woli, a mnie dajcie wreszcie pracować!

– Kochana, ale my nie mamy czasu na takie fanaberie! Roboty w domu tyle, no nie da się. A do sklepu i tak trzeba iść. Niechże się pani znów tak nie oburza. Nic złego nie robimy.- odpowiedziała starsza kobieta poprawiając beret na włosach.

– Ja się nie denerwuję. Tylko co za różnica czy spędzacie tę godzinę w domu czy w sklepiku?

– Jak to jaka? PRZEOGROMNA! Jakbyśmy tak przyszły wszystkie na raz to nie byłoby o kim gadać, a tak to zawsze jest nadzieja, że nie wszystkie po cebulę akurat wyjdą.

– Rozumiem, że mam nałożyć dla pani cebuli?

– A skądże znowu. Ja tak tylko zaszłam. Chciałam się podpytać o tego faceta, ale widzę, że z pani to jak zwykle nic nie wyciągnę. To ja tu jeszcze chwilkę postoję i gazety przejrzę, może akurat kto przyjdzie… Ooo już Malinowska biegnie! Ma werwę stary babon.. a wczoraj to ją niby korzonki bolały.

– Dzień dobry – zakrzyknęły chórem kobiety

– No, no dobry, dobry. Czy widziały panie może tego mężczyznę, który wychodził wczoraj od Wandy Krychowiak o 22.15? Skandal! Po prostu skandal!

– Podać coś pani? – zapytała ekspedientka kiwając głową z niedowierzaniem. Już od 3 lat prowadzi mały osiedlowy sklepik a nadal nie może się przyzwyczaić do codziennych plotek sąsiedzkich.

– Już , już Dorotko kochana, znajdę tylko listę.

– No ja widziałam jak razem szli do domu a to było o 16.43 długo u niej zabawił. Przecie ona wdowa. Jeszcze żałoby dobrze nie skończyła a już z chłopami się prowadza. Kto to widział, takie ciężkie grzechy popełniać?! Wiadomo co oni tam robią? Skoro po nocy od niej wyszedł to na pewno na kawie się nie skończyło! Noo co z tymi ludźmi się porobiło?

– Ma pani rację Gieniu kochana. Ja żem widziała, jak on się na nią patrzy! Zgorszenie sieją. Jaki to przykład daje młodzieży? Mój Stefcio świętej pamięci zmarł już 5 lat temu , a ja do tej pory sama. Przygód nie szukam, a ta już! Wstyd i jeszcze raz wstyd!

– Bo cie nikt nie chce ty stara zrzędo paskudna, Stefek wiedział co robi pakując się wcześniej na tamten świat – włączył się do rozmowy pan Miecio, który chcąc nie chcąc przysłuchiwał się wymianie zdań.

– Ale toż i ja od śmierci Władzia samiusieńka. Żałoby mi zostało jeszcze 25 dni, 6 godzin i .. niech no ja spojrzę na zegarek.. 32 minuty- obliczyła Gienia.

– A cóż to? To teraz czas do szczęścia ma być odliczany co do sekundy? Może Wanda spotkała miłość swego życia? Już nie pamiętacie drogie panie jak żeście się użalały i dziwiły, że jeszcze się z mężem nie rozeszła? Biadoliłyście, że pijak, że ją bije, dzieci mieć nie chce, na dziwki chodzi. Właśnie przez to, że usługiwała mężowi całe życie i godziła się na wszystko została sama. Bez przyjaciół , których nie miała, bez dzieci, których on nie chciał i bez wykształcenia. W końcu odważyła się żyć po swojemu. Mnie się wydaje, że jej po prostu zazdrościcie! Nie możecie znieść czyjegoś szczęścia, bo same go już dawno nie zaznałyście. To się nazywa zawiść! A teraz proszę robić zakupy albo opuścić mój sklepik, bo przeszkadzają mi panie w pracy i innym klientom w zakupach. – ekspedientka aż poczerwieniała ze złości.

– Chodź Halinka. Idziemy stąd!

– Aaale ja muszę zrobić zakupy. Wiesz co mam też śmieci do wyrzucenia, tak za pół godzinki będę przy śmietniku.

– Oooo to wspaniale. Stamtąd jest świeny widok na…

– PODAĆ COŚ? BO KOLEJKA SIĘ ROBI! – wykrzyknęła pani Dorotka rozganiając towarzystwo. 

Opowiadania

Walentynki

–          Zaraz oszaleje z tym Walentym! Panoszy się jak jakiś Król. Łazi to takie po miasteczku z Amorem i od rana ryje drą, że niby piosenka „przez twe oczy zielone” to o nim. Tfu na pasa urok i garba Heleny, ileż można!

–          Oho, chyba nie dostałeś dziś żadnej walentynki Zgredziu. Dobrze myślę? – zapytała Konwalia.

–          A po co mi jakieś karteczki, prezenciki akurat dziś? Wolałbym dostawać każdego innego dnia jakiś upominek. A tak, co? Wszyscy latają z kwiatkami, serduszkami i innymi pierdołami a jutro już będzie po zawodach. Można od nowa żonę bić i gnębić. Iść do kochanki bez wyrzutów sumienia, bo przecież w Walentynki był w domu. Ja się z tego święta wypisuję!

–          Ale przecież Walentynki są też po to by się odważyć wysłać anonim. No wiesz, taką karteczkę z wyznaniem miłości. Nie każdy ma na tyle odwagi by zrobić to w normalny dzień, a tak przynajmniej ma się pretekst.

–          A co to poczta nie działa w inne dni tylko w Sratetynki? – oburzył się Zgded.

–          Oczywiście, że nie, ale cała ta otoczka miłości sprawia, iż w ten dzień taki gest nabiera wyjątkowości. To tak jak ze świętami Bożego Narodzenia, jak pada śnieg i jest mroźno to czujesz dopełnienie. Mam nadzieję, że wiesz o co mi chodzi?

–          Wiem, wiem ale i tak mnie nie przekonasz. Ja tam wiem swoje. Chciałbym by ten dzień już się skończył i tyle. A tak w ogóle to po co przyszłaś? Nie masz nic innego do roboty ? Nie wybierasz się na randkę, albo inną romantyczną propagandę?

–          Wiesz.. ja właśnie przyszłam do Ciebie w tej kwestii.

–          Do mnie? A po cóż to? Chyba nie myślisz, że pójdę pomóc ci wybierać prezent dla ukochanego. Po moim trupie! Lepiej już sobie stąd idź, bo zaraz może być nieprzyjemnie. Durne te baby jak nie wiem co.. – szeptał pod nosem coraz bardziej niezadowolony.

–          Eh, Zgredku, jak Ty nic nie rozumiesz.. ja przyszłam po to żeby zapytać czy zostaniesz moją Walentynką.. ale z tego co widzę to nie był dobry pomysł. Może faktycznie już sobie pójdę.

–          Popoczekaj! Aaaale, jak to? Jaaaa, jaaaa mam być twoootwooojąąąą Walentynką?

–          Od bardzo dawna mi się podobasz i jako jedyny potrafisz szczerze ze mną rozmawiać. Nie jestem dla ciebie jedynie piękną ozdobą. Cały rok przygotowywałam się do tego dnia i zbierałam na odwagę. Poprosiłam nawet Różę by dodała mi trochę swojego koloru. Przepraszam, gdybym tylko wiedziała jak bardzo nie lubisz Walentynek to nigdy bym nie przyszła. – łzy żalu popłynęły po płatkach Konwalii.

–          Cieszę się, że przyszłaś nawet w taki dzień, bo ja też.. to znaczy ty mi.. nooo proszę nie płacz już. Musisz wiedzieć, że ja też od dawna o tobie myślę. Jesteś najpiękniejsza. Tylko wstydziłem się .. I wiesz co? Chyba jednak polubię tego gościa Walentego. Tylko niech w końcu przestanie śpiewać, bo oszaleje! Chodźmy gdzieś, gdzie jest miło i przytulnie. No, tak zapomniałem wszystko będzie zajęte, bo będą się obściskiwać i migdalić ooooh, jak ja…

Zgredek nie dokończył zdania, bo gorący pocałunek Konwalii spoczął na jego ustach.

 

Całuśnych Walentynek Kochani!

I życzę Wam byście doznawali miłości każdego dnia nie tylko od święta.

 

.Kasia.

Opowiadania

Kraina niespełnionych marzeń

–          Mamusiu, miałam bardzo dziwny sen. – Dziewczynka wtuliła się w ramiona mamy i zaczęła opowiadać. –śniło mi się, że byłam w takim dziwnym świecie. Z jednej strony było on bardzo kolorowy i radosny, ale z drugiej jak się dobrze przypatrzyłaś to traciła swój urok. Mury domów, choć kolorowe były odrapane i popękane. Na ulicach panował porządek, ale już za rogiem piętrzyły się sterty dużych szarych pudełek. I to właśnie te pudełka były w tym wszystkim najgorsze. Leżały tam takie smutne, opuszczone, pokryte grubą warstwą kurzu i pajęczyn. Wyglądały jakby miały oczy. Ale przecież to niemożliwe, prawda? Do tego w sercu czułam takie dziwne uczucie. Jakby pustki, zapomnienia. Gdzieś tam w samym środku serca nagle zapaliła się iskierka nadziei, ale zaraz Wyrzuty Sumienia ją zgasiły po czym znów rozgrzewały do walki. Nic już z tego nie rozumiem. Mamusiu, proszę pomóż mi to wszytko zrozumieć. Ty jesteś Wiedźmą a Wiedźmy dobrze orientują się w Sennych Światach.

–          Kochanie, trafiłaś do Krainy Niespełnionych Marzeń i Straconych Nadziei – tłumaczyła mama głaszcząc rozpaloną głowę córki.

–          Ale jak to możliwe? Przecież nic takiego nie zrobiłam. Po prostu położyłam się spać, jak zwykle.

–          A powiedz mi, czy przypadkiem nie wpadłaś ostatnio na jakiś pomysł lub o czymś bardzo długo marzyłaś, ale nic nie zrobiłaś w tej kwestii?

–          Nie przypominam sobie. Dlaczego pytasz?

–          Bo widzisz dziecko, do tej Krainy trafiają właśnie wszystkie nieudane projekty, które jeszcze mogłabyś naprawić a przede wszystkim Wielkie Marzenia.

–          A co w takim razie robiły tam Wyrzuty Sumienia?

–          Wyrzuty Sumienia mają to do siebie, że przychodzą w najmniej odpowiednim momencie. Zasiadają wygodnie w Sercu i z radością majdają nóżkami. Nie widzą w tym nic złego. One tylko chcą byś poczuła, że źle podjęte decyzje nadal tu są. Choć dokuczliwe i uparte dają nam nadzieje. Nadzieję na to, że następnym razem nie popełnisz tych samych błędów, nie wejdziesz drugi raz do tej samej rzeki. Niestety nie da się cofnąć czasu, ani zmienić biegu zdarzeń. A kto wie..Może byś nic nie zmieniła? Skoro za pierwszym razem nie podjęłaś dobrej decyzji to czy miałabyś odwagę zmienić ją za drugim? A co by było gdyby ona była gorsza od poprzedniej? Mówi się, że pierwsza myśl jest najlepsza.

–          Ok, rozumiem. Wspominałaś też o Marzeniach. Czy to One tak patrzyły smutnymi oczami? I jak one się tam znalazły?

–          Pamiętasz jak kiedyś bardzo chciałaś nauczyć się jeździć na rolkach, ale Słomiany Zapał uszczypnął cię w tyłek i po paru upadkach zrezygnowałaś? To właśnie on pakuje wszystkie te niespełnione pragnienia do pudełek. Pielęgnuje je i nie pozwala ich wyrzucać. Znajdziesz tam pudełko podpisane Maciek a w nim wielką piłkę do gry w nogę. W moim będzie maszyna do pisania i duży zeszyt, naszczęście kartek w nim ubywa z każdym nowym napisanym opowiadaniem. Są tam też źle podjęte decyzje. Zły wybór szkoły, który później po latach będzie tłukł się po głowie wraz ze słowami  a co by było gdybym nie posłuchała innych tylko podążała za marzeniami? Tego nikt nie wie, ale pamiętaj zawsze możemy otworzyć to nasze pudełko wyjąć Marzenie i zacząć wszystko od nowa. Problem w tym, że są też takie, którym musi pomóc Wielki Totolotek i sypnąć Złotymi Monetami. Tak niestety skonstruowany jest świat. A może to i dobrze, bo z drugiej strony jak coś przychodzi za łatwo to nie potrafimy docenić wartości otrzymanej rzeczy. Pamiętaj też o tym, że nigdy nie jest za późno na spełnianie marzeń. Jesteś jeszcze młoda i może uda ci się nagromadzić jak najmniej takich szarych pudełek.  a Twoje pudełko co ma w środku?

Opowiadania

Urodziny Maćka

6 luty 1986r.

–          Te Heniuu , a pamiętasz co się wydarzyło 86, 6 lutego?

–          Eee noo, jakżebym mógł zapomnieć. Siedziałem se wtedy na 20lecia i jak nie pierdykło! No myślałem, że się blok zawali. Do tej pory nie wiadomo co to było. Jakby pioruny siarczyste, waliły. Od szpitala Żeromskiego to taki blask bił! Paaaaaaaaaanie , nigdy tego nie zapomnę, niepowtarzalna chwila, normlanie. A nic żem nie pił wtedy żeby mogło mi się wydawać.

–          To pewnie dlatego Heniu piorunyś widział.

–          Powiadali, że tego dnia urodziło się jakieś cudowne dziecko. Anioły na ziemię wstąpiły co by mu dary składać. Od jednego dostał zamiłowanie do muzyki i nie ma się co dziwić bo przed chwilą był w odwiedzinach u Anioła Travisa Barkera. Ah co to jest za chłopak, jak on gra na perkusji! Drugi obdarował go zamiłowaniem sportowym a szczególnie do piłki nożnej i Wisły Kraków bo kibicem sam był. A że trzeci to akurat z imprezy wracał i piwo w ręku miał to dał małemu spróbować … i tak już mu z tym piwem zostało. Niestety Pech chciał, że Słomiany Zapał też tamtędy przechodził i trochę tej słomy we włosy małego się zaplątało.  W Księdze życia mu zapisali, że szczęsliwy będzie u boku jakiejś Kuternogi Jęczybuły Katarzyny, i że ojcem też będzie. Podobno Panna Julianna na nią mają wołać. Powiem ci Stachu, że ja tam w zabobony nie wierzę ale wisz z siła wyższą nikt nie wygra. Gadali też, że nie jeden Maciek Musiał się narodził… Tylko , że to akurat ten imprezowy Stróż to wszystko zapisywał. Jednemu wpisał w zawód aktor  innemu kurde sędzia piłkarski. A to wszystko miało iść na konto tego naszego z Huty! Zresztą sam wiesz jak to jest, z wódeczką nie wygrasz. Jak w głowie zamąci to przepadło.

–          Heniu, to chodźże się napić. Okazja jest niemała! A jak Musiał to trzeba.

 

I tak się rodzą Krakowskie Legendy

Najlepszego Słoneczko J

 

Opowiadania

Bazgroszytka: Środa

Niestety w środę nie było lepiej. Pomysłów w głowie Kai nie przybywało, natomiast bałaganu jak najbardziej.

– Już nawet widmo kary nie jest takie straszne no bo po co brać udział w konkursie jeśli nie ma się najmniejszej szansy na wygranie?- szeptała Kaja do siebie.

– No, kochana z takim nastawieniem to ty daleko nie zajdziesz – powiedziała ciocia Aniela.

– A co ty tu robisz ciotuniu? – dziewczynka uściskała serdecznie Anielę.

– Powiem ci, że masz niesamowitych przyjaciół. O bracie, który ściągnął mnie tu o tej barbarzyńskiej porze już nie wspomnę.

– Przecież jest 11.

– I o tym właśnie mówię. Wiedz moja droga, że prawdziwe artystki nie kładą się spać przed 3 nad ranem i nie wstają przed 13! Zresztą nie ważne. Lepiej opowiadaj po co właściwie tu jestem? – Aniela rozsiadła się wygodnie, odkładając na stolik największe okulary świata w niebieskiej oprawce, czy to nie dziwne? – Oh byłabym zapomniała. Mam coś dla ciebie doprawdy nie mam pojęcia skąd ten list znalazł się w mojej skrzynce.

– List do mnie? To niemożliwe cioteczko, nigdy w życiu nie dostałam prawdziwego papierowego listu. A w ogóle ktoś jeszcze wysyła listy?- Kajka ze zdziwienia aż upuściła ołówek.

– No chyba umiem czytać. Wyraźnie jest napisane do rąk własnych Kai Wronkiewicz. Widziałam przez okno jak jakaś śmieszna pani ubrana na czarno z gustownym kokiem i w pięknych okularach kręciła się koło skrzynki.  Zresztą sama spójrz wyglądała dokładnie tak samo jak ten rysunek na kopercie.

– Nie, nie mogę w to uwierzyć!- zająknęła się Kaja. – To przecież BAZGROSZYTKA! To muszą być czary. Ciociu, aaaaale…

– Cisza! Przestań tyle gadać, tylko otwieraj ten list, bo zaraz oszaleję z ciekawości.- Aniela zmierzwiła włosy siostrzenicy i uśmiechnęła się szeroko.

– Już, już – w środku znajdowała się tylko krótka wiadomość z wielkim portretem weny.

– I co napisała?- dopytywała się zniecierpliwiona ciotka.

-Kurczę, właściwie niewiele z tego rozumiem. Bazgroszytka napisała, że już więcej jej nie potrzebuję, bo jestem wystarczająco uzdolniona a ona pomaga tylko rozwijać talenty i życzy mi powodzenia na konkursie.

– Oh, to wspaniała wiadomość! Czyż nie?

– No właśnie nie, bo odkąd jej nie ma nie potrafię nic zrobić! To musi być pomyłka – załamana dziewczynka przysiadła na łóżku i zalała się łzami.

– A ja właśnie myślę, że cała ta Bazgro- coś tam, ma 100% racji. Sama pomyśl, twoje prace już od jakiegoś czasu są dojrzałe i wspaniałe. Nie raz zachwycałam się nimi gdy twoi rodzice zapraszali mnie na domowe wystawy. Czas się usamodzielnić moja droga. Zamiast wylewać morze łez lepiej opowiedz mi jaki masz plan.

– Problem w tym, że żadnego nie mam. Za to mam wrażenie, że jakiś złośliwy chochlik z wielką gumką do mazania zamieszkał w mojej głowie. Nie mogę się na niczym skupić.

– Kajuś , a ja myślę , że to wszystko siedzi w twojej głowie. Do tej pory myślałaś, że to Bazgroszytka wszystko za ciebie robi. Wystarczy, że porozmawiasz w spokoju ze swoimi myślami, przekonasz palce i kredki do tego by z tobą współpracowały i problem z głowy. Zaufaj mi. Wiem co mówię. Zostawię cię teraz samą, byś mogła pomyśleć a ja polecę do pracowni i uszyję ci najwspanialszą kreację. Jutro już czwartek , więc muszę się pospieszyć. I pamiętaj, są ważniejsze rzeczy w życiu niż wygrana. Miłości, przyjaźni i szczęścia sobie nie narysujesz. Może ci to dawać jedynie spełnienie. Do zobaczenia!

I Aniela pobiegła do siebie. Natomiast Kaja położyła się na podłodze i oglądała swoje prace, które powiesiła na suficie. Myślała tak długo, że aż zasnęła.

– Ah , jaki miałam piękny sen! O Aniele z witrażowymi skrzydłami, które mieniły się milionem kolorów.

Przebudzenie nie było jednak  dla niej łaskawe bo uświadomiła sobie, że jest już późne popołudnie a zegar tykał.. Kartka z kalendarza też głośno krzyczała o tym, że zbliża się konkurs.

Po chwili na podwórku dało się słyszeć wielki hałas. Przestraszona zerwała się na nogi i pobiegła do okna. Stała tak dobrą chwilę nim dotarło do niej co tak naprawdę się dzieje. To jej brat wraz z całą ekipą przyjaciół montował w ogrodzie wielkie płótno. Tylko po co, skoro ona i tak nie ma żadnego pomysłu? Gdy tak stała i patrzyła na Felka i resztę zgrai pomyślała o słowach Ciotki. Może faktycznie już nie potrzebowała pomocy? I co by zrobiła bez najbliższych? Przecież to oni od samego początku byli cały czas z nią. Pomagali, pocieszali, byli jak Anioł Stróż.

– No właśnie Anioł! Jak ten z mojego snu! – krzyknęła Kaja. – tak jest! To jest to! Już wieeeeeeem, tarataatata! Czyż nie jestem genialna? – czym prędzej zbiegła na dół do ogrodu i poinformowała wszystkich o swoim pomyśle.

– ŚWIETNIE! – wykrzyknęli zgodnym chórem.

-Bierzmy się zatem do roboty, bo dziś już środa..- zaczął Felek, ale groźny wzrok siostry pozbawił go ochoty na dokończenie zdania.

 

Cdn..