Z życia wzięte

Zdrada boli najbardziej, gdy…

I stało się. Zdradził mnie.
Ja wiedziałam, że ten konkubinat to długo nie pożyje, bo nie mamy łańcucha w postaci obrączki, ale po prawie trzynastu latach być tak podłym? Co, pewnie nie wiedziałeś, że tak szybko się to wyda? Ty jeszcze nie wiesz, że ja już wiem! I wstań tylko, otwórz oczęta i napomknij żeś głodny… już ja ci arszeniku do pasztetu dorzucę i przy kawusi opowiem jak to żeś mnie zdradzał!
Nie dość, że zespół napięcia przedmiesiączkowego gra w moim organizmie to jeszcze ty, podbijasz mój zły humor. Zresztą, o czym ja piszę. To nie zespół, to już cała filharmonia, trzy chóry i sklonowane The Kelly Familly urządzają comiesięczne tournée. Wczoraj zaatakowały ręce z ryjem, bo pchałam do niego co popadnie. Mandarynka z cheddarem i kiełbasą podsuszaną ułożone warstwowo na siebie? Ambrozja.

Czytaj dalej „Zdrada boli najbardziej, gdy…”

Z życia wzięte

Wiedziałam, że do mnie wrócisz… czekałam.

Już od lat przychodzi do mnie właśnie w grudniu. Jestem na niego przygotowana, uodparniam się na jego czar i wdzięk, a jednak jedno słowo, które rzuca niby od niechcenia, jedno nic nieznaczące spojrzenie i przepadam w jego ramionach. On jak żaden inny nie rozbiera mnie z taką siłą i zaangażowaniem.  Jego gorące ręce błądzą po mym rozpalonym ciele, wzbudzając coraz większe dreszcze. Czytaj dalej „Wiedziałam, że do mnie wrócisz… czekałam.”