Z pamiętnika Grubaski, Z życia wzięte

Będzie medal!

Pozostając w temacie zawodów lekkoatletycznych.
Uwierzcie mi, ja naprawdę bym chciała zdobyć jakiś medal, jakikolwiek i w czymkolwiek. Wiem również, że nie jestem jedyna. Przecież lekko utytych na świecie nie brakuje. I ja Katarzyna P. wychodzę naprzeciw tym wszystkim ukrytym talentom, tym wszystkim ludziom, którzy jak ja ze sportem mają do czynienia, jedynie oglądając go w telewizji, lub jedząc pizzę na czas, wymyśliłam nowe zawody: Mistrzostwa Świata w CIĘŻKIEJ ATLETYCE.
Pozwólcie, że pokrótce przedstawię Wam dyscypliny, w których będziemy występować, są one tak jakby kopią lekkoatletycznych konkurencji, tylko, co jasne, dla lekko utytych.
*Sztafeta – zamiast zwykłej pałeczki, przekazujemy sobie laskę kiełbasy podwawelskiej. Wygrywa ta drużyna, która nie dość, że dobieganie na metę jako pierwsza, to jeszcze musi dobiec z kiełbasą w jednym kawałku… no okej, najmniej nadgryzionym.
* biegi na 400m, 1500m – bez przesady. Widzieliście kiedyś biegającego grubasa na takich dystansach? No jasne, że nie! Dlatego u mnie będziemy biegać na 10 20 i 40 metrów
*biegi przez płotki – czyli bieg do monopolowego przed zamknięciem przez płot sąsiada
* bieg z przeszkodami – bieg przy ustawionych budkach z burgerami, kebabem, rozsypanymi chipsami, lejącym się sosem czosnkowym. Wygrywa ten, kto dobiegnie do mety, bo rozumiem, że pokusa może być za wielka, by dokończyć bieg.
* rzut dyskiem – rzut mrożoną pizzą do piekarnika.
*rzut oszczepem – rzut bagietką
* rzut młotem – rzut tłuczkiem do mięsa
*skok wzwyż – kto doskoczy do najwyżej zawieszonej karkówki z grilla
* skok w dal – kto skoczy jak najdalej od dietetyka stojącego przy linii
*trójskok – wygrywa ten, komu najwyżej podskoczy poziom cukru, cholesterolu i ciśnienia krwi
* skok o tyczce – te zawody mogą się nie odbyć, bo istnieje możliwość łamania się tyczek samoistnie, gdy ta zobaczy, ile kilogramów musiałaby udźwignąć.
Zdaję sobie sprawę, że połowa tych konkurencji może się nie odbyć, bo przyrządy zostaną zjedzone… w tym miejscu za klasykiem powtórzę „PARÓWKOWYM SKRYTOŻERCOM MÓWIMY STANOWCZE NIE”
Do zawodów mogą przystąpić jedynie osoby, u których procent tłuszczu w organizmie przekracza pięćdziesiąt procent. Bycie na diecie przed konkursem traktowana jest jak doping.
Hala, która na co dzień jest przeznaczona do rozgrzewek, na czas mistrzostw będzie miejscem do drzemki. (No wiecie, takie przysłowiowe pół godzinki dla słoninki)
W pierwotnej wersji medale miały być takie:
Pierwsze miejsce – złoty krążek z czekolady
Drugie – krążek z ryżu preparowanego
Trzecie – brązowy krążek Bake Rolls. Pizza? Piiizzzzaaa!
Kurczę, to jednak bez sensu, bo kto z przyjemnością zajada zdrowe przekąski, zwłaszcza w zawodach dla grubasów?

Jeśli macie jakieś uwagi co do rozbudowania konkurencji, to zapraszam do komentowania.
Trenujcie i bądźcie gotowi do mistrzostw za rok!

Z pamiętnika Grubaski, Z życia wzięte

Jestem sportowcem, ale bez medalu.

Móóóóój Bobrze włochaty, jaka ja jestem zmęczona!

Zresztą jak tu nie być zmęczoną, skoro od wczoraj zmieniłam swoje życie. Tak kochani, po raz milionowy w tym roku podjęłam rękawicę rzuconą mi w twarz przez niemiłe słowa znajomego, który widząc mnie pierwszy raz od wielu miesięcy, powiedział „No faktycznie masz co zrzucać”. Zabolało, oj zabolało i to nie tylko dlatego, że to fakt, którego staram się nie dostrzegać, ale bardziej dlatego, że znów zostałam postrzeżona jako „Lekko Utyta Katarzyna”, a nie „Kaśka fajna babka”. Było minęło, niesmak pozostał.
Aczkolwiek dzięki temu, postanowiłam zadbać o siebie i tym sposobem wyszukałam stare diety, skrupulatnie je przejrzałam i wybrałam tylko te, na których z głodu nie umrę. Tak dobrze czytacie. Jest ich parę, bo będąc na jednej, jestem stale głodna. Dlatego też, od wczoraj w naszym domu gości DIETA OBROTOWA (gdzie się nie obrócę, tam coś zjem), DIETA ANANASOWA (jem wszystko, prócz ananasa) i dieta, którą wymyśliłam ja, a nazywa się BLINDFULNESS (jak jem, nie patrząc na jedzenie ,to tak jakbym nie jadła w ogóle)
Oczywiście nie jest łatwo z tymi obostrzeniami kalorycznymi, bo samo słowo dieta wywołuje w moim organizmie spustoszenie kaloryczne. Jestem głodna na samą myśl, ale rozumiem, że tak trzeba i to jedyna słuszna droga.
Każdy wie, że bez ćwiczeń się nie obejdzie w drodze o smukłe ciało i choć jestem leniem patentowanym, to postanowiłam ruszyć swe cztery litery i troszkę się poruszać.
Hola, hoooola Kasiunia! Nie bądź taka skromna i pochwal się, co wczoraj i dziś od samiusieńkiego rana, wręcz bladego świtu zrobiłaś.
No dobra, skoro już mi się wyrwało spod palców, to Wam napiszę, a kto wie, może kogoś zainspiruję i dzięki mnie również zmieni swe życie. Nie można marnować nieodkrytych talentów.
Tak wiem, do brzegu Katarzyno…
Na czym to ja skończyłam… a tak na ćwiczeniach. Otóż wczoraj wieczorem, wypociłam się prze okrutnie bardzo, dostałam zadyszki, kolki oraz lekkiej kontuzji oglądając lekkoatletykę. Niestety żadnego medalu nie zdobyłam, ale to tylko dlatego, że tyczka była postawiona za wysoko! No ej! Przecież ja mam tylko metr pięćdziesiąt dziewięć, to jakim cudem mam doskoczyć do ponad dwóch metrów? Powiem więcej, dziewczyny, które ze mną występowały na zawodach miały nogi dłuższe od połowy mojego ciała. Sami rozumiecie, byłam bez szans. Do tego te majtki! Laskom zasłaniały ładnie tyłek, a u mnie zrobiły się stringi. Dobrze, że chociaż skarpetki można było założyć.
Nie myślcie sobie, że to wszystko.
Pomiędzy jednym skokiem a drugim leciałam szybko na start, żeby wziąć udział w biegach. Łoooo maluteczko jakież to było wyczerpujące! O ile rozumiem idee biegania, tak biegania przez płotki nie ogarniam totalnie. Niestety, tu znów dała o sobie znać moja tusza i krótkie raciczki, bo ja nawet nogi nie podniosę na wysokość tego pachołka, a co dopiero, go przeskoczyć. Nie wiem czemu zdyskfalfikowali mnie za to, że przebiegłam je jak taran. Jedyny sport, który akceptuje moje walory lekko utytego ciała, to rzut dyskiem. Wolałabym rzucać soczystymi kurw*mi, ale nie chcieli się zgodzić. Ze smutną miną stanęłam w tym kółeczku, co to się trzeba rozbujać i jak załapałam rytm… Dżiiizaaas, kręciłam się jak bączek. Okazało się jednak, że nie o to chodzi w tej konkurencji i nie oceniają walorów estetyczno-pieruetowch (do prawdy, zmieniłabym zasady połowy tych dyscyplin!) i jak się domyślacie z medalu nici.
W pewnych momencie z transu mych lekkoatletycznych zawodów wytrącił mnie głos Maćka mówiący „Kasia, obudź się, strasznie się wierzgasz”… Cholera okazało się, że oglądanie biegających ludzi tak mnie, zmęczyło, że załapałam drzemeczkę i te wszystkie wysiłki fizyczne po prostu mi się przyśniły. Choć z drugiej strony śniłam efektywnie, gdyż byłam oblana potem, zadyszana i cholernie głodna. Poczłapałam do kuchni i zgodnie z dietą, obróciłam się parę razy. Sprawdziłam, czy to ciasto leżące na blacie przypadkiem nie jest z ananasem i opędzlowałam pół blachy z zamkniętymi oczami. Jak widzicie wszystko zgodnie z zasadami.
A dziś od rana cholernie bolą mnie ręce, bo zdążyłam zagrać w „siatkę” z Tunezyjczykami.
Eeeeeeh! Ciężkie jest życie sportowca! Przepraszam, sportowca na diecie.

Opowiadania, Z pamiętnika Grubaski

Z Pamiętnika Grubaski : Bohaterowie

Tak sobie pomyślałam, że nigdy Wam nie przedstawiłam bohaterów „Pamiętnika Grubaski”.
A pora ku temu idealna, bo wykupiłam dietę od Ewy Chodakowskiej, co samo w sobie powinno uszczuplić nie tylko zasobność portfela, ale i talię o dobre 2 cm, ale nic z tego. Czuję się oszukana pod tym względem.
Powiem Wam, że dieta Mścisława wzięła sobie do serca to, że ma się mną zająć i ścisnęła mi gardło tak, że nawet śliny przełknąć nie mogłam przez ostatnie dwa dni. Co więcej, tłucze mi do głowy jakieś tam slogany o zdrowym odżywianiu, ruchu i dbaniu o siebie, a robi to młotem pneumatycznym i gwoźdźmi ostrymi jak Maćkowa riposta.
Zresztą sami zobaczcie jak wygląda…

Czytaj dalej „Z Pamiętnika Grubaski : Bohaterowie”

Z pamiętnika Grubaski, Z życia wzięte

O tym, że kot mi grozi, a to dopiero środa…

Móóóój bobrze!
Ileż to człowiek może się o sobie dowiedzieć w przeciągu trzech dni. Nic doprawdy nie zapowiadało, że ten tydzień będzie dla mnie tak niełaskawy. Jakbym tylko wiedziała do kogo mam napisać skargę za bestialskie traktowanie mej skromnej osoby to wiedz Poniedziałku, Wtorku i Ty bezduszna Środo, że bylibyście już u pani. Chociaż nie… nauczyciele strajkują i nie byłoby się komu pożalić. Tak jak mówię, wszystko obraca się przeciwko mnie.
Wyobraźcie sobie, że na siłownię znów nie dotarłam. Czemu? Posłuchajcie.
Czytaj dalej „O tym, że kot mi grozi, a to dopiero środa…”

Z pamiętnika Grubaski

Z pamiętnika grubaski – Głód, Biegunka i Tachykardia

Dawno nie pisałam w pamiętniku Grubaski tudzież lekko utytej Katarzyny. Zwał jak zwał, ale zwał tłuszczu nadal smętnie zwisa.
Czemuż dawno nie było nowego wpisu? A temu, bo i pisać za bardzo nie było o czym. Drogę na siłownię zgubiłam jakieś trzy tygodnie temu. Już nawet nie pamiętam, jakie to ważne sprawy powstrzymują mnie przed jej odnalezieniem. Jedno wiem na pewno, są to sprawy wagi państwowej. Zresztą co się tyczy wagi, to moja za niedługo doskoczy do magicznej cyferki, po której przekroczeniu już nie będę się kwalifikować do miana LEKKO utytej.

Czytaj dalej „Z pamiętnika grubaski – Głód, Biegunka i Tachykardia”

Z pamiętnika Grubaski

Z pamiętnika Grubaski … A może minęłam się z powołaniem?

Luuuuudzie! Drugi dzień z rzędu widziano mnie na siłowni. Rozumiecie? Ja leń nad lenie, lekko utyta Katarzyna ruszyłam swą zacną dupę do przybytku męki i tortur.
Tak, jestem z siebie niesamowicie dumna.
Nie, wbrew moim oczekiwaniom nie schudłam już cztery kilo (tak, też się dziwię) Czytaj dalej „Z pamiętnika Grubaski … A może minęłam się z powołaniem?”